Zwierciadło, luty 2008

Inny, czyli wart poznania

Przybywa dzieci z różnego rodzaju dysfunkcjami i zaburzeniami. Tymczasem nie ma dla nich miejsca w systemie edukacyjnym - szkoły specjalne nie są dla nich odpowiednie, a szkoły powszechne takich uczniów nie chcą. Mama 11-letniej Agnieszki z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim Małgorzata Kruszewska-Przygodzka walczy o miejsce w świecie zdrowych ludzi dla swojej córki i podobnych dzieci.
W tym celu założyła Fundację „Szkoła Niezwykła”.

Rozmawia: Alina Gutek


- Przeczytałam całą pani korespondencję do różnych instytucji w sprawie Agnieszki i muszę przyznać, że zaim­ponowała mi pani. Nie prościej było jednak posłać ją do szkoły specjalnej?
- Absolutnie nie i co do tego nie mam cienia wątpliwości, choć nieraz mi to proponowano. Agnieszka urodziła się z lek­kim porażeniem mózgowym, co, niestety, okazało się dość póź­no, bo w wieku sześciu lat. Jako noworodek otrzymała 10 punk­tów w skali Apgar i lekarze długo uspokajali mnie, że wszystko jest w porządku, mimo że od początku niepokoił mnie brak po­stępów w jej rozwoju ruchowym, a potem umysłowym (miała trudności w zapamiętywaniu i mówieniu). Gdy skończyła sześć lat, dowiedziałam się o teorii integracji sensorycznej i zaczęli­śmy intensywne ćwiczenia tą metodą, które dały spore efekty (najlepsze osiąga się w wieku dwóch-trzech lat), ale nie zniwe­lowały problemów. Największe pojawiły się, gdy córka poszła do szkoły, notabene integracyjnej, która okazała się kompletnie nieprzygotowana do prowadzenia takich dzieci, bo w jed­nej klasie konfrontuje je z dziećmi cierpiącymi np. na ADHD. Efekt był taki, że Agnieszka dostała ataku epilepsji. Zabraliśmy ją z tej szkoły i przez rok leczyliśmy z fobii szkolnej.

- Nie bała się pani, że w szkole powszechnej będzie jesz­cze gorzej?
- Oczywiście, że się bałam. Ale z drugiej strony wierzyłam - i nadal wierzę - że przy odpowiednim wsparciu, przy właściwym przygotowaniu nauczycieli i rówieśników dzieci z niepeł­nosprawnością mogą wspaniale funkcjonować w środowisku szkolnym. Przez 10 lat mieszkałam w Kanadzie, gdzie nie tylko dzieci z problemami, ale także niepełnosprawnych dorosłych traktuje się normalnie, a nie izoluje i skazuje na samotność. Przez kilka lat pomagałam takim ludziom charytatywnie. Dla mnie ich obecność wśród zdrowych jest czymś naturalnym. Dlatego gdy okazało się, że moja córka jest niepełnosprawna, postanowiłam zrobić wszystko, żeby mogła funkcjonować w swoim środowisku. Chcę też pokazać innym rodzicom, że warto o to walczyć i że to się wręcz należy naszym dzieciom. One też mają prawo do godnego życia i do rozwoju. Dlatego zdecydowaliśmy się z mężem posłać Agnieszkę do szkoły rejo­nowej, w której zresztą uczy się do dzisiaj.

- Jak została przyjęta?
- Poszła do szkoły ciekawa nowych wrażeń, otwarta, ale na początku dzieci ją odrzuciły. To nie ich wina, one nie wiedziały, jak postępować z kimś innym niż one, UO wolno mówi, inaczej reaguje. A tego naprawdę można nauczyć już małe dziecko. Agnieszka ma przyjaciółkę, która już w zerówce doskonale wy­czuła jej inność i wspaniale się nią zaopiekowała. Jak się okaza­ło, sama zajmowała się babcią chorą na alzheimera. W Anglii na przykład dzieci dużo wcześniej przygotowuje się na przyj­ście do klasy niepełnosprawnego dziecka, ale tam bardzo do­brze działa system edukacji włączającej.

- Co to takiego?
- To program włączania dzieci niepełnosprawnych w tra- dycyjny system szkolnictwa, który świetnie się tam sprawdził. Zgodnie z obowiązującym prawem w każdej angielskiej szkole, każdym przedszkolu czy żłobku działa koordynator specjal­nych potrzeb edukacyjnych (SENCO), który otacza opieką dzieci z problemami - organizuje działania wspierające zarów­no dla nich, jak i dla nauczycieli. W Anglii przyjęto, że dzieci niepełnosprawne w stopniu lekkim (te z poważniejszymi pro­blemami objęte są specjalną opieką) powinny uczęszczać do szkoły rejonowej razem z rówieśnikami, a zadaniem szkoły jest zapewnić im takie warunki, aby mogły być włączone we wszystkie działania i miały możliwość wykorzystania w pełni swojego potencjału.

- W polskiej oświacie, przynajmniej jeśli chodzi o teo­rię, jest podobnie - istnieje zapis o indywidualnym trakto­waniu ucznia.
- Tyle że ten zapis jest martwy - dzieci z lekką niepełno­sprawnością wypycha się do szkół specjalnych, gdzie cofają się w rozwoju. A przy odrobinie dobrej woli dyrektorów, nauczycieli i pedagogów można naprawdę wiele zdziałać. W szkole Agnieszki udało się na przykład zmniejszyć liczbę uczniów w jej klasie do 15. Ale już za pracę pedagoga w domu płacimy sami. Takich dzieci jak Agnieszka jest wiele. Ich rodzice są bezradni, osamotnieni, nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia, ani nie mają środków na opłacanie pomocy dziecku. My z mężem zarabiamy wystarczająco, aby zapewnić Agnieszce rehabilitację, dodatko­we lekcje, ale wielu rodziców na to nie stać. Rozumiem nauczycieli - ich też nikt nie przygotował do pracy z takimi dziećmi. Ale nie można rozkładać rąk i mówić, że nic nie da się zrobić.

- Pani założyła Fundację Szkoła Niezwykła. Jaki cel jej przyświeca?
- Najpierw był pomysł założenia szkoły. Podsunęła mi go sama Agnieszka, wówczas sześcioletnia. Chodziłyśmy od szkoły do szkoły z prośbą o przyjęcie i wtedy dotarło do niej, że nikt jej nie chce. Pewnego dnia, gdy wracałyśmy do domu po kolej­nej odmowie, usłyszałam: "Mamusiu, otwórzmy własną szkołę. Będę ci kiedyś pomagała". Sami jednak nie udźwigniemy cięża­ru takiego przedsięwzięcia. Dlatego postanowiłam założyć fundację. Na razie jestem na etapie zabiegania o przydział działki pod budowę w warszawskiej gminie Białołęka.

- Jakie szkolenia są organizowane przez fundację?
- Przykładowe tematy: "Jak włączyć dzieci niepełnospraw- ne w normalny tok życia szkoły", "Praktyczne metody zapo­biegania dyskryminacji i odrzucaniu dzieci z problemami", "Metody pracy w grupach jako sposób na zrozumienie potrzeb innych, budowanie wiary w siebie, uświadomienie pozytyw­nych aspektów bycia razem, a tym samym integracji i akceptacji inności". Moja fundacja we współpracy z fundacją o zbliżonym profilu opracowuje projekt pomocy dla nauczycieli szkół po­wszechnych w Warszawie. Jednym z partnerów tego projektu będą pedagodzy angielscy realizujący program SENCO. Opra­cowujemy materiały szkoleniowe, tworzymy stronę interneto­wą, nauczyłam się sama pisać wnioski o dotacje unijne. Wierzę, że w końcu uda się zmienić w Polsce sytuację wielu dzieci, na które wydano wyrok.

- Skąd ta wiara?
- Spotkałam nauczycielkę z małej szkoły pod Opolem, któ- ra od sześciu lat prowadzi chłopca z niepełnosprawnością in­telektualną w stopniu umiarkowanym. Potrafiła tak wspaniale poprowadzić całą klasę, że chłopiec nie tyl­ko nie został odrzucony, ale znalazł przyja­ ciela, którego zresztą pani na koniec roku nagrodziła za niesienie pomocy. Nagrodzi­ła każde dziecko, także to niepełnospraw­ne, za wyjątkowość. Jej się udało. Dlaczego nie może udać się innym? Dzieci z niepeł­nosprawnością intelektualną odizolowane od społeczeństwa pozostaną nieprzysto­sowane do końca życia. Dlatego należy zrobić wszystko, żeby zintegrować je ze środowiskiem. Ale wsparcia potrzebują także dzieci zdrowe, które trzeba nauczyć, jak wyjść na spotkanie z nieco innym ró­wieśnikiem. Pokazać, że inny człowiek też jest wart poznania.

- Dlaczego pani to wszystko robi?
- Tak sobie myślę, że do wychowywania takiego dziecka jak Agnieszka los przygotowywał mnie od dawna. Zawsze reago­wałam na cudze nieszczęście, chociaż ludzie mówili: po co się wtrącasz. Już jako uczennica liceum Batorego i harcerka opie­kowałam się emerytowanymi nauczycielami. Kiedy wyjecha­łam, najpierw do Włoch, a potem do Kanady, zawsze trafiałam na pracę z ludźmi niepełnosprawnymi. Moim marzeniem były studia na rehabilitacji (przez dwa lata studiowałam na AWF-ie w Warszawie), ale skończyłam w Kanadzie protetykę denty­styczną. Teraz myślę, że Agnieszka wybrała właśnie mnie, bo byłam do jej wychowania przygotowana. Dlatego nie wyjadę z kraju, nie ustąpię, na co niektórzy liczą. Będę walczyć o prawo innych dzieci do normalnego życia. Doszłam do wniosku, że widocznie taka jest moja i Agnieszki rola.

Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną odizolowane od społeczeństwa pozostaną nieprzystosowane do końca życia. Dlatego należy zrobić wszystko, żeby zintegrować je ze środowiskiem. Ale wsparcia potrzebują także dzieci zdrowe, które trzeba nauczyć, jak wyjść na spotkanie z nieco innym rówieśnikiem.

- To będzie szkoła dla niepełnosprawnych?
- Nie! Ma to być szkoła dla wszystkich dzieci z rejonu ze specjalizacją edukacji włączającej. Chodzi o to, aby dzieci z lżejszymi dysfunkcjami znalazły w niej miejsce blisko domu, wśród rówieśników. W polskim systemie edukacyjnym nie ma tego typu placówek. Dlatego chciałabym, aby była to szkoła wzorcowa, wyznaczająca nowe standardy w edukacji. Będzie­my szkolić nauczycieli i pedagogów, jak w praktyce integrować i edukować wszystkie dzieci w szkole nauczania ogólnego.

- I stąd projekt "Inny, czyli wart poznania"?
- Tak. Ten projekt jest dla mnie może nawet ważniejszy niż projekt budowy szkoły, bo dotyczy zmiany ludzkich przekonań i uprzedzeń. Akcentuję w nim, że w inności jest niezwykłość, że wiele można się od tych "innych" nauczyć. Ale też pokazuję, że postawa tolerancji, akceptacji powinna być czymś zwykłym.


Zwierciadło, luty 2008



< wróć <



patronat medialny

Kiki-Mora Zwierciadło

dołączyli do nas

Barbara Kaczmarowska-Hamilton : Portrecistka rodziny królewskiej Sir Ken Robinson Access Consciousness

 


















Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS! statystyka Katalog Stron www

projekt: Julian Cenkier  |  wsparcie techniczne zapewnia: webmania